czwartek, 14 czerwca 2018

Michał Bałucki „Tajemnice Krakowa”

Kraków, widok na Kościół Mariacki
Jeśli cofniemy się prawie sto pięćdziesiąt lat wstecz (od czegóż są wszakże Wierzeje Czasu) będziemy mieli okazję spojrzeć na Kraków, który w swoich tekstach opisuje literat z tamtej epoki – Michał Bałucki. W swej satyrze (bo groteską tego mimo wszystko nie nazwę) kreuje obraz miasta i jego mieszkańców, w prześmiewczy i zagmatwany sposób opisuje relacje społeczne, tworzy fabułę z pogranicza powieści obyczajowej, kryminalnej, komedii… Istne pomieszanie z poplątaniem! Już sam tytuł skłania do lekkiego zagryzienia warg: „Tajemnice Krakowa spisane przez samego Lucypera i dewotkom krakowskim w dowód uznania ich zasług dedykowane”. Tekst ukazał się w 1870 roku, a obecnie  możemy się z nim zapoznać dzięki wznowieniom na e-bookach.
           W ośmiu rozdziałach poznajemy barwne postacie: ekslokaja, złodzieja, szemranego doktora, hrabinę bigamistkę, hrabiego bankruta, do tego nagminne qui pro quo, które przerzuca imionami i postaciami, Modest okazuje się Piotrem, Sabina Katarzyną, Kudłacz Wiktorem, a ojciec panny Zofii wcale nie jest jej ojcem. Mamy plotki, złodziejstwo, dewocję, kpiny z literata, satyrę na teatralny światek, szantaże, zdrady, rozdzielenia rodzin i cudowne odnalezienia, samobójstwo, aresztowania, ach!, i jest jeszcze deus ex machina – spadek odziedziczony po bogatym wuju, który nagle się pojawia i rozwiązuje wszelkie kłopoty (spadek, nie wuj, oczywiście, bo ten przecież zmarł!).
Ogólnie – wszystko się dobrze kończy i morał z tej opowiastki taki, że dobroć i cnota zostaną nagrodzone. Całość, będąca zabawą literacką (takim puszczaniem oka do czytelnika), mimo pewnego chaosu, jest jednak warta uwagi. A to przez odniesienia topograficzne do dziewiętnastowiecznego Krakowa.
Mamy 1870 rok. Złodziejska brać Planty miejskie nazywa Zapustkiem, pojawia się nazwa Grzegórzek, Kazimierza, ulicy Długiej, wspomina się Klasztor Augustiański, student powieści „pożyczał od Żydów na Szpitalnej ulicy”, mowa jest o wódce u Salomona, kawiarni „pod Huzarem”…
Opisane są również przechadzki bohaterów po Krakowie.
„Z mieszkania księdza poszedł Kłyk, widocznie z braku zajęcia, na cmentarz żydowski, w wikliny rosnące nad rzeką. Jest to letnia sypialnia stałych gości kazimierskich szynków, mianowicie włóczęgów, złodziei i ulicznic. Tu nagradzają sobie niewyspane noce, trzeźwią się sposobią do nowej pijatyki, oczyszczają niekiedy z brudu i robactwa – tu się kłócą, kochają i stąd wyruszają na nowe wyprawy i nowe pijatyki.”
„W milczeniu przeszli Kazimierz, most, Stradom. Kiedy stanęli pod Zamkiem…”
„…nie cierpię ulicy Kanonnej (…). Obejdźmy lepiej koło kastelu. Skierowali się więc ku Wiśle i poszli drogą prowadzącą koło wysokich murów Zamku.”
Tym, na co warto zwrócić jeszcze uwagę, jest przytoczenie nazwy cukierni Redolfiego, która (przynajmniej nominalnie) istnieje do dnia dzisiejszego przy Rynku Głównym 38. W XIX wieku w kamienicy Kencowskiej mieściła się znana cukiernia prowadzona wspólnie przez szwajcarskiego cukiernika Gaudentego Redolfiego i rodzinę Maurizio. Michał Bałucki nie daje jej opisu, ale więcej informacji (z przełomu XIX i XX wieku) można znaleźć u Mariana Krzyżanowskiego (przyjaźnił się z synami Parysa Maurizio a jego rodzinna księgarnia mieściła się pod numerem 36).
I taki, podszyty satyrą, obraz Krakowa dostarcza nam Bałucki z odległości półtora wieku. Jest w tym niezaprzeczalna ironia, ale z perspektywy czasu można powiedzieć, że jest też zmysł obserwacji, który uchwycił specyfikę ludzkiej natury. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

"Wierzeje Czasu" - już są!