piątek, 31 sierpnia 2018

Epidemie w XIX-wiecznym Krakowie

Skąd się brały? Są różne hipotezy. Można spotkać się z opinią, że to konsekwencja wojny prusko-austriackiej, ruchów migracyjnych ludności z Moraw, Węgier, Prus lub południowej Rosji, jeszcze inna wersja winą obarcza zły stan higieny w Krakowie i Starą Wisłę jako siedlisko zarazy. 

O czym mowa? O epidemiach cholery, które w XIX wieku nawiedziły Galicję i Kraków. Odnotowano ich pięć: w roku 1836, 1848/49, 1855, 1866 i 1873, z czego najlepiej udokumentowana (zarówno pod względem przebiegu, danych demograficznych, sposobów zapobiegania) jest ta z 1866 [1]

Magistrat starał się zapobiegać wybuchowi i rozprzestrzenianiu epidemii wydając odpowiednie obwieszczenia oraz próbując wymusić na mieszkańcach dbałość o czystość i higienę – zwłaszcza w zakresie korzystania z wody pitnej.  Mimo tych prób ogniska choroby pojawiały się i rozprzestrzeniały. Przebieg epidemii z 1866 roku swe apogeum miał w październiku i listopadzie. Na przebieg choroby wpływ miał niewątpliwie brak izolacji zarażonych, leczono ich zarówno w warunkach domowych, jak i szpitalnych (m.in. w szpitalu cholerycznym św. Łazarza w Krakowie), jednak nie separowano chorych i nie poddawano ich kwarantannie. Zachowało się wiele notatek lekarzy na temat leczenia (głównie objawowego) poszczególnych przypadków. Fakt, iż w takich okolicznościach w 1866 roku zachorowało mniej niż 10% ówczesnej populacji Krakowa – wydaje się niezwykły. Epidemia zaczęła wygasać już w grudniu. 

Pozostałościami epidemii, które nawiedziły Galicję w XIX wieku, są cmentarze choleryczne, tzw. „cholerniki”. W Krakowie jest to mogiła z 1873 roku przy zbiegu ulic Kobierzyńskiej i Lubostroń oraz cmentarz w Bronowicach przy zbiegu ulic Piaskowej i Chełmońskiego. Podobne miejsca znajdują się w okolicach Krakowa, m.in. w Dobczycach [2].


[1] Por. Konrad Wnęk „Epidemia cholery w Krakowie w 1866 roku. Analiza demograficzna i przestrzenna”
[2] http://www.mapakultury.pl/art,pl,szlaki,96139.html

piątek, 24 sierpnia 2018

Prasówka "Wierzei Czasu" - "Krakowskie Towarzystwo techniczne…"


Gdy bohaterowie "Wierzei Czasu" przybywają do Krakowa początku XX wieku - w lokalnej prasie można znaleźć wszelakie ogłoszenia o wykładach, odczytach, posiedzeniach kół i towarzystw. W wieczornym wydaniu "Czasu" znalazła się m.in. następująca informacja:

"Czas" (wydanie wieczorne), nr 100, Kraków, sobota 2 maja 1903
Krakowskie Towarzystwo techniczne odbędzie posiedzenie we wtorek d. 5 b. m. o godz. 7 wieczór w sali Johnów przy ulicy Lubicz l. 15. Na porządku dziennym wykład inż. Horoszkiewicza: "O najnowszych lampach elektrycznych". Z demonstracyami. Po posiedzeniu swobodne zebranie towarzyskie na miejscu. - Powyższy lokal obrano z powodu potrzeby prądu elektrycznego do demonstracyi.

piątek, 17 sierpnia 2018

„Pozdrowienia z Krakowa”

W swoim albumie poświęconym historii krakowskiej filokartystyki Jerzy Zieliński prezentuje przekrojowo genezę i rozwój pocztówek. Autor przeprowadza czytelnika przez dzieje korespondencji i posłańców. W tym zakresie Kraków przodował wielokrotnie. To właśnie tu otwarto w 1558 roku za sprawą króla Zygmunta Augusta pierwszą zagraniczną linię pocztową Kraków-Wenecja. XIX wiek, za sprawą rozwoju kolei, przyniósł również zmiany w organizacji struktury korespondencji – zaczęły powstawać pierwsze urzędy pocztowe zarówno w centrach miast, jak i na dworcach kolejowych. Tak więc pierwszy krakowski urząd pocztowy powstał w 1847 roku przy obecnym Placu Wszystkich Świętych, natomiast pierwsza skrzynka pocztowa została postawiona jeszcze rok wcześniej, w 1846, na Rynku Głównym. Rok 1850 przyniósł kolejną zmianę w korespondencji – pojawił się znaczek pocztowy!
Jednak to dopiero „wynalazek” austriackiego ekonomisty Emanuela Herrmanna przyniósł prawdziwą rewolucję. Pojawienie się kart korespondencyjnych rozpoczęło modę na tworzenie, wydawanie, wysyłanie i kolekcjonowanie widokówek.
Jerzy Zieliński opowiada o historii pocztówek, które wiernie dotrzymywały kroku trendom w sztuce i wynalazkom naukowym. Począwszy od ilustrowanych kart korespondencyjnych, poprzez litografie, światłodruki aż do fotografii – widokówki obrazowały architekturę, obyczaje i życie podwawelskiego grodu. Możemy na nich podziwiać Wolne Miasto Kraków, znaleźć rysy batalistyczne Festung Krakau, wielokulturowość na judaikach i wreszcie grozę II wojny światowej, kiedy to Kraków został stolicą Generalnego Gubernatorstwa.
Drugą część publikacji stanowi „Katalog pocztówek” – imponujący zbiór, który prezentuje m.in. pocztówki autorstwa Stanisława Tondosa, Wojciecha Kossaka, widoki Krakowa, zawiera motywy narodowe i wspomnienia wydarzeń historycznych… Jedno jest pewne – pocztówki to swoiste Wierzeje Czasu – dają nam wgląd w pełną nostalgii (i niejednokrotnie podkolorowaną jak litografie) przeszłość.

piątek, 10 sierpnia 2018

Prasówka "Wierzei Czasu" - "Obraz Trycyusza"

Eliris Vermeer i Christian Dewey odwiedzają Kraków w 1903 roku. O tym co się wówczas dzieje możemy przeczytać w "Czasie".

"Czas" (wydanie wieczorne), nr 100, Kraków,
sobota 2 maja 1903
"Obraz Trycyusza"
W kościele Św. Floryana w Krakowie wyjęto niedawno z wielkiego ołtarza obraz Św. Floriana, w celu restauracyi. Po oderwaniu później dodanych blach mosiężnych, odsłoniło się dobre malowanie olejne na płótnie, późniejszymi tylko dodatkami zeszpecone. Znalazł się i podpis artysty u dołu: Jan Tritius, Pinxit Cracoviae A.D. 1686. W głębi po za postacią Świętego widać kościół Św. Floryana i część Kleparza z ciekawemi zabudowaniami drewnianemi i murowanemi, widocznie robionemi z natury. Nie brak także szczegółów znamiennych, jak postaci ludzkie w strojach owej epoki, uprzęże, jeźdźcy wojskowi i t. d. Zyskujemy tu więc dzieło, zupełnie dotąd nieznane, jednego z lepszych malarzy z czasów króla Jana III, zaszczyconego tytułem sługi królewskiego i urzędem konserwatora obrazów zamku królewskiego, a razem ważny dokument historyczny. Z wielkim zajęciem oglądało ten obraz starannie odnowiony obecnie przez p. Władysława Pochwalskiego, kilku naszych znawców i badaczy sztuki. Wszyscy wyrażali życzenie, iżby niepośledni, a nader ważny utwór malarstwa polskiego nie został napowrót zakryty brzydkiemi blachami. Byłoby to nieposzanowaniem dzieła sztuki nie do darowania. Miejmy nadzieję, iż nie dopuści do tego światły teraźniejszy zarząd kościoła.

piątek, 3 sierpnia 2018

Prasówka "Wierzei Czasu" - "Kościelna złodziejka"

O czym można było przeczytać w prasie w sobotni poranek 1903 roku? Wśród not politycznych i korespondencji zagranicznych znalazły się też informacje z Krakowa. W kronice miejskiej donoszono między innymi o procesie Barbary Śmiechowej.

"Czas" (wydanie poranne), nr 100, Kraków, sobota 2 maja 1903
"Kościelna złodziejka"
Przed zwyczajnym trybunałem karnym stawała wczoraj pod zarzutem zbrodni kradzieży Barbara Śmiechowa, wyrobnica, licząca lat 38, mężatka, zamieszkała w Krakowie. Jest to specyalistka w okradaniu ludzi po kościołach. - Dotąd była karana 4 razy za zbrodnię kradzieży, z tego 2 razy półtorarocznym więzieniem, zaś 11 razy za przekroczenie kradzieży. Blisko dwa lata po odcierpieniu ostatniej kary wstrzymywała się od kradzieży; zdawać się mogło, że raz przecież została uczciwą kobietą; powodziło jej się nawet nieźle, bo handlowała koralikami i uskładała sobie, jak sama powiada: "parę groszy". Nie wytrzymała wszakże i popadła w dawny nałóg. Dnia 5 kwietnia b. r. udała się do kościoła OO. Reformatów i tu przystępującej do komunii pani Maryi Ślązakowej skradła pugilares z kwotą 9 k. 2 h., a następnie niewiadomej właścicielce skradła zawiniętą w szmatkę kwotę 2 k. 39 h. Złodziejkę schwytano na gorącym uczynku i oddano w ręce władzy.
Na wczorajszą rozprawę przybyła ona z małem dzieckiem na ręku, ażeby wzbudzić litość trybunału; głośno opowiadała, że ma w domu drugie dziecko, mające sparaliżowane nogi. Na zapytanie , czy dopuściła się kradzieży, przyznaje się do zabrania pularesu p. Maryi Ślęzakowej, wypiera się zaś jak najbardziej kradzieży pieniędzy, zawiniętych w szmatkę. Gdy jej przewodniczący, p. radca Fercus zwracał uwagę, że tyle razy była karaną za kradzież i jest niepoprawną, kobieta z nerwowym płaczem tłomaczyła się, iż się trochę napiła, straciła pamięć i panowanie nad sobą, zapomniała się i sięgnęła po pugilares, ale to nie było - według jej twierdzenia - podczas komunii. Odpowiedziano jej na to, że obecnie powinnaby iść przed przysięgłych.
Trybunał skazał Śmiechową na 5 miesięcy ciężkiego więzienia z 2 postami i 2 twardemi łożami co tydzień. Po ogłoszeniu wyroku próbowała uprosić trybunał, aby jej karę zniżono przynajmniej o miesiąc. Zastrzegła sobie 3 dni do namysłu.

"Wierzeje Czasu" - już są!