piątek, 28 grudnia 2018

Spacer ulicami Krakowa – obecność topografii miasta w twórczości literackiej Michała Bałuckiego, c.d.

Charakter miasta


Gdy mówimy o dziele przesiąkniętym realiami i atmosferą rodzinnego miasta Bałuckiego, na pierwszy plan wysuwają się Typy i obrazki krakowskie. To właśnie w tym zbiorze, pełnym ciepła i sentymentu, rysuje się przed naszymi oczami staroświecki, spokojny, troszkę zacofany cywilizacyjnie Kraków, w którym czas płynie swoim własnym, odmierzanym biciem kościelnych dzwonów rytmem, w którym natłok narodowych pamiątek wytwarza pewną uniwersalną, pozaczasową przestrzeń żyjącą własnym życiem. Typy i obrazki… to zapis mijającego już charakteru miasta, które swoje apogeum spokojności przechodziło w czasach Rzeczpospolitej Krakowskiej. Autor stara się jeszcze na chwilę za-trzymać tę ulotną rzeczywistość i w tym celu sięga z jednej strony po porównanie do czasów minionych (by podkreślić zmiany), z drugiej zaś – przedstawia przestrzeń głównie z punktu widzenia ludzi starszych, którzy swoje doświadczenia życiowe i wspomnienia związali z obszarem miasta.

Tak więc –
Kraków w ostatnich trzydziestu latach zmienił się bardzo i chociaż w oczach świeżo przybyłych osób ma jeszcze pozór staroświeckiego miasta, to dla tych, co go znali dawniej, stracił on już swój odrębny, typowy charakter, jaki miał za czasów Rzeczypospolitej. Kolej zbliżyła go do Europy – pożar w roku 1850 zniszczył całe szeregi starych domów z oryginalnymi facjatkami, gotyckimi odrzwiami i zmusił do odbudowania się w nowym guście. [1]

Jednak pomimo tych zmian, będących wynikiem postępu cywilizacyjnego i przyspieszenia tempa życia –
Kraków jest miastem jakby stworzonym dla emerytów, a był nim jeszcze więcej przed kilkunastu laty, kiedy nie tylko spokojnie, wygodnie i przyjemnie, ale i tanio w nim żyć można było. Na ulicach nie ma owego gorączkowego i hałaśliwego ruchu, który cechuje wielkie miasta – tu nikt się nie śpieszy, nikomu nie pilno, a czasu tyle do zbycia, że lada kanarek na dachu mnóstwo zatrzymuje całymi godzinami ludzi.
W takim mieście staruszek może bezpiecznie sobie chodzić po ulicach bez obawy potrącenia lub przejechania. Jeżeli jest pobożnym – czterdzieści kościołów ma do wyboru, lubi teatr – ma teatr, i to nawet niezły, kompanijkę do preferansa lub domina znajdzie w resursie i kawiarni, w handelku zaś o polityce do woli nagadać się może. Do każdego z tych miejsc tak bliziutko (…). A Planty, owe nieocenione Planty, szczególniej w lecie, są prawie stałym mieszkaniem ludzi wysłużonych. Mają oni tam swoje uprzywilejowane ławki, na których się sadowią zaopatrzeni w gazety, okulary, tabakiery i fularowe chustki. [2]

Miasto dla bohaterów opowiadań Bałuckiego staje się obszarem rozpoznawalnych znaków. Właśnie poprzez tę rozpoznawalność przestrzeń zyskuje niemal osobisty, prywatny charakter. Wrośnięcie w obszar miasta charakteryzuje się wytworzeniem w świadomości mieszkańców pewnych struktur skojarzeniowych, które decydują o swojskości postrzeganych obiektów. Tak jest w sytuacji, gdy stary kościelny mówi –
A gdzieżbym ja mógł obejść się bez mojego ukochanego Krakowa, bez tych dzwonów, z których każdy rozróżnię po głosie, a które mi tak serce radują, jak najmilsza rozmowa… A gdzieżbym ja mógł wyżyć bez tego Zygmunta, co tak poważnie huczy z wieży na każde święto, na rezurekcję, na sumę św. Stanisława. To się nie da, to się nie da… [3]

Przywiązanie się do danego miejsca i utożsamianie się z nim z pozycji mieszkańca jest wyrazem zakorzenienia świadomości w danej przestrzeni. Takie materialne i widoczne elementy jak: budynki, pomniki, kościoły czy cmentarze umożliwiają mentalne usytuowanie się człowieka w obszarze miasta; poprzez swoje trwanie i niezmienność – stają się tłem wydarzeń dnia codziennego i zapewniają poczucie stabilizacji. Przywiązanie do miejsc jest wynikiem ich znajomości i nałożenia na przestrzeń osobistych wspomnień i przemyśleń [4].

Miasto, leniwe za dnia, oglądające przechadzających się staruszków, kłócące się przekupki i zajętych swą pracą rzemieślników (jakoś brak w Typach i obrazkach… życia i zabaw studenckich, a przecież Kraków to miasto uniwersyteckie), czasem, podczas wielkich uroczystości, ożywa i poddaje się nastrojowi zabawy. Tak jest w Boże Ciało, podczas obchodów Konika Zwierzynieckiego, czy w noc wigilijną:
Było już po jedenastej w nocy, Kraków jednak nie spał jeszcze. Wiele okien jaśniało światłem, tu i ówdzie otwierały się bramy kamienic, z których wysypywały się na ulicę gromadki pań, panien otulonych w szaliki, kapturki i panów głośno śmiejących się i dowcipkujących. (…) Na ulicach był gwar, ruch, jaki podczas dnia nie zawsze bywa. [5]

Miasto żyło w dzień i w nocy, niejako na trzech płaszczyznach: w fizycznej, trójwymiarowej przestrzeni oznaczonej nazwami topograficznymi, w przestrzeni pozaczasowej, zyskującej symbol miasta narodowych wartości i pamiątek, oraz w świadomości swych mieszkańców, którzy się z nim utożsamiali. Tę trój-znaczeniowość zamkniętą we wspólnej przestrzeni można tłumaczyć poprzez twierdzenie, że:
Miasto nie staje się historyczne przez sam fakt zajmowania tego samego miejsca przez długie lata. Przeszłe wydarzenia nie wyciskają piętna na współczesności, jeżeli nie są upamiętnione w historycznych książkach, pomnikach, paradach i poważnych lub radosnych obrzędach, uznanych za część ciągle obecnej tradycji. Stare miasto ma w swojej historii bogate zasoby faktów, którymi żywią się kolejne generacje mieszkańców, podtrzymując i stwarzając na nowo swój obraz miejsca. [6]

__________

[1] M.Bałucki – Typy i obrazki krakowskie [w:] tegoż – Pisma wybrane, Kraków 1956, t.VIII, s.7. (Wszystkie cytaty z Typów i obrazków krakowskich pochodzą z tego wydania, chyba że zaznaczono inaczej.)
[2] Tamże, s.121
[3] Tamże, s.218
[4] por. Yi-Fu Tuan – Wyrazistość wizualna: Kreowanie miejsca, w: tegoż – Przestrzeń i miejsce, tłum. A.Morawińska, Warszawa 1987, s.201
[5] M.Bałucki – Typy i obrazki…, jw., s.225
[6] Yi-Fu Tuan, jw., s.218

piątek, 14 grudnia 2018

"W życiu nie można unikać tego, co nas przerasta. 

Gdybyśmy tak postępowali, to nie byłoby życie, tylko wegetacja. 

A na to szkoda czasu." 


Zawsze miło mi spotkać się z pozytywnym odbiorem historii z Grodowa. Cieszę się zwłaszcza, gdy czytelnicy znajdują w tekście ulubione cytaty. 

Dzięki Aniu!

"Wierzeje Czasu" - już są!